Dlaczego warto skorzystać z usług projektanta wnętrz w Hiszpanii?
Mój zakres obowiązków jest szeroki. Robię naprawdę wiele rzeczy. Ale znam swoje ograniczenia, a projektowanie wnętrz jest jednym z nich. Po prostu nie jestem aż tak kreatywny.
Tak właśnie wygląda naturalny proces kupna nowego mieszkania w Hiszpanii. Razem przechodzimy przez cały proces poszukiwań. Wybór ofert. Spotkania na wideo. Oglądanie mieszkań. Rezerwacja. Potem KYC i AML. W końcu podpisujemy umowę przedwstępną (PPC), otwieramy butelkę szampana, a kilka tygodni później deweloper uważa, że nadszedł czas, by wcisnąć ci dodatki i ulepszenia, podczas gdy budowa wciąż trwa. Zmiany marmuru, pakiety oświetleniowe, lepsze sprzęty AGD, zawyżone cenowo jacuzzi, a czasem nawet standardowy zestaw mebli wcisnięty na samym końcu. Ceny są zazwyczaj zawyżone, a wybór ogranicza się do tego, co akurat ma ochotę zaoferować preferowany dostawca dewelopera. Kiedy pytasz o cenę, odpowiedź brzmi prawie zawsze tak samo: wygoda.
Nie zgadzam się z tym. Deweloper dostarcza budynek. Zazwyczaj nie są to odpowiednie osoby do projektowania jego wnętrz. Projektantka wnętrz i jej własna sieć dostawców lepiej dostosują wnętrze do twoich potrzeb, znajdą lepsze rozwiązania i prawie zawsze wyjdą taniej niż lista opcji dodatkowych oferowana przez dewelopera. Siedzę na tych spotkaniach razem z moimi klientami, żeby nie zapłacili za dużo za coś, czego nie powinni lub czego nie potrzebują.
Kiedy już uda ci się uniknąć tej pułapki i termin zakończenia zaczyna się wyłaniać na horyzoncie, za każdym razem pojawia się to samo pytanie.
A co z meblami?
Przez większą część ostatnich 5 lat moja odpowiedź była taka sama.
Musisz poznać Albę.
Kim jest Alba
Alba Menasalvas prowadzi https://www.albamenasalvas.es/, studio projektowania wnętrz w Marbelli. Jest dyplomowaną architektką, co ma większe znaczenie, niż się ludziom wydaje. To właśnie dzięki temu potrafi przejrzeć listę usterek i naprawdę wiedzieć, na co patrzy, zamiast tylko grzecznie kiwać głową na widok pęknięcia i zapisywać słowo „pęknięcie”.
Przez ostatnie 5 lat była moją sojuszniczką, bliską przyjaciółką i nieodłączną częścią mojej pracy. Była w jakiś sposób zaangażowana w sprawy prawie każdego mojego klienta. Doradzała. Tworzyła wizje dla kupujących, którzy nawet jeszcze nie złożyli rezerwacji. Zajmowała się całym wyposażeniem domów, doradzanie inwestorom w kwestii strategii wyposażenia mieszkań na wynajem. Przeprowadzanie przeglądów usterek. Odbieranie osobiście dostaw na miejscu wraz z zamówionymi rzeczami. Organizowanie swojego zespołu do drobnych remontów, budowy całych willi i wszystkiego pomiędzy. Kontaktowanie się z deweloperami i wykonawcami, żeby upewnić się, że ich ekipy faktycznie się pojawią i naprawią zgłoszone usterki, a podpisanie odbioru dopiero wtedy, gdy prace są naprawdę zakończone.
A wszystko to z energią i pewnością siebie kobiety, która wie, czego chce.
Jeśli chodzi o jej dotychczasowe osiągnięcia, to zajmuje się projektowaniem wnętrz od 13 lat, a jej studio działa już od 6 lat. Więc kiedy mówię, że zatrudnienie jej się opłaca, to nie są to tylko teoretyczne rozważania. Zostało to sprawdzone na tysiącach decyzji, setkach domów i każdym typie klienta, jakiego przyciąga to wybrzeże.
Zanim poznałem Albę
Byłem sceptyczny co do projektantów wnętrz. Współpracowałem z kilkoma. Ale nigdy tak naprawdę ich nie rozumiałem.
W moim wyobrażeniu projektant wnętrz to ktoś, kto bierze twoje pieniądze, zamawia meble pod twój adres i pobiera marżę za bycie „twórczą duszą”. Im bardziej wyszukana strona internetowa, tym bardziej „kreatywnie” wysoki rachunek.
Wiem, że nie tylko ja tak myślę. Każdy klient, który jeszcze nie korzystał z usług projektanta wnętrz, zadaje mi to samo pytanie. Po co mi ta osoba i czym ona właściwie się zajmuje? Klienci, którzy mieli okazję współpracować z dobrym projektantem, już to wiedzą. Dla nich to oczywiste.
Dla wszystkich pozostałych – pod koniec tego artykułu też to do was dotrze. Zarówno pod względem ekonomicznym, jak i praktycznym.
Wszystko zaczyna się od poszukiwań
Dobra projektantka wnętrz nie otwiera od razu Pinteresta i nie zaczyna zamawiać sof. Zaczyna od poszukiwań.
Alba zaczyna wszystko od wideokonferencji. Dzięki temu może się przedstawić, wyjaśnić, jak pracuje, odpowiedzieć na pytania i – co równie ważne – rzucić okiem na obecne mieszkanie kupującego. Często prosi klienta, żeby oprowadził ją po mieszkaniu, pokazał, co posiada, wskazał rzeczy, które uwielbia, i te, których nie znosi. Design to kwestia subiektywna. Gust to sprawa osobista. Ten krok ma znaczenie.
Podam przykład, jak źle może się to skończyć bez tego. Wyobraź sobie, że ktoś kupuje nowy dom w Marbelli, żeby wynajmować go na wakacje, i decyduje, że wystrój powinien składać się z czerwonych stołów i poszewek na poduszki, ciemnych skórzanych sof z mosiężnymi ćwiekami, lustrzanych szafek nocnych, grup ceramicznych kogutów oraz orientalnego dywanu przybitego gwoździami jak gobelin. Nie chodzi o to, że nie da się tego zrobić. Chodzi o to, że nikt, kto w lipcu przegląda Airbnb z mieszkania w Sztokholmie, nie szuka „połączenia hiszpańskiej bodegi z gotycką rezydencją”. Zdecydowana większość chce czystości, spokoju i nowoczesności. Jasne drewno, mikrocement, len, beżowe i białe ściany.
Dla niektórych to nudne i bez polotu, ale mówię tu o większości.
Deweloperzy śledzą to obsesyjnie. Każda rejestracja klienta, każda sprzedaż, dziesiątki tysięcy domów rocznie. Wiedzą dokładnie, kto kupuje te nieruchomości i czego oczekuje ich klientela. Dlatego wydają miliony na skrupulatne projektowanie bledych mieszkań pokazowych w stylu, który ludzie nazywają „skandynawskim designem” – a jako Szwed mogę potwierdzić, że wcale nie jest on zbyt skandynawski. To po prostu styl, na który rynek obecnie reaguje, a wynajem i odsprzedaż z jakiegoś powodu zazwyczaj podążają tym samym schematem.
Wracając do rozmowy wstępnej z Albą. Omówi z tobą ceny, harmonogram, swoją rolę i to, czego możesz się spodziewać. Potem musi ustalić budżet.
Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Większość klientów nie ma pojęcia, ile kosztuje wyposażenie domu, a koszty mogą zależeć od miliona różnych czynników, takich jak wielkość i skala nieruchomości, jej przeznaczenie (wynajem, dom wakacyjny, główne miejsce zamieszkania), przestrzeń na zewnątrz, powierzchnia w metrach kwadratowych, rodzaj nieruchomości i jakość, jakiej oczekuje kupujący – żeby wymienić tylko kilka…
Oczywiście istnieje fizycznie sposób, żeby umeblować dwupokojowe mieszkanie w Marbelli za 10 000 euro. Tak samo jak można kupić sushi na stacji benzynowej. Nie znaczy to jednak, że to dobry pomysł.
Jest też pewna niepozorna prawda, o której warto głośno powiedzieć. Kupno domu za 2 mln euro i przeznaczenie 30 000 euro na kompletne wyposażenie to trochę jak kupno Ferrari i założenie na nie opon z supermarketu. Technicznie rzecz biorąc, jeździ. Po prostu nie działa tak, jak powinno, i każdy, kto na to spojrzy, od razu to widzi.
Wnętrze powinno być mniej więcej na tym samym poziomie co sam dom, niezależnie od tego, jaki to poziom. Niezależnie od tego, czy to mieszkanie za 400 tys. euro, czy willa za 4 mln euro – liczą się proporcje i przeznaczenie.
Jakość różni się ogromnie w każdym przedziale cenowym. Są miliony sof, które wyglądają identycznie i kosztują tyle samo. Niektóre wytrzymują 15 lat. Inne zapadają się już po 6 miesiącach. Alba zajmuje się tym od ponad dekady.
I choć nie usiadła osobiście na każdej sofie, to widziała, które z nich pojawiają się w projektach nawet 5 lat później, wciąż zachowując swój kształt, a które będziesz musiał wymienić już następnego lata.
Ona bierze pod uwagę budżet wyjściowy, a potem doradza, co faktycznie da się zrealizować w jego ramach, prowadzi klientów przez cały proces i wraca do sprawy tyle razy, ile trzeba.
Tablica wizualizacji
Nie wystarczy po prostu ustalić budżet i czekać, aż wszystko się załatwi – to nie działa w ten sposób.
Po rozmowie wstępnej wraca z pełną wstępną ofertą. Plik PDF z tablicą wizualizacyjną, zdjęciami nastrojowymi, planami uwzględniającymi rzeczywiste wymiary twojego domu, a każdy element ma link i cenę.

To nie jest ostateczna faktura. To dopiero początek.
Przechodzicie przez to razem. Może chcesz wydać mniej na stół kuchenny, a więcej na sprzęt telewizyjny. Może wolisz wybrać tańszą sofę, a zainwestować w meble ogrodowe, które faktycznie przetrwają hiszpańskie słońce. A może trzeba pozbyć się leżaków.
Po zapoznaniu się z propozycją porozmawiaj z Albą. Przejrzyjcie ją razem. Za jej wyborem jednej sofy zamiast drugiej, kamienia zamiast drewna na umywalkę w łazience czy dywanu z juty zamiast wełnianego w salonie stoją lata przemyśleń. To właśnie za tę wiedzę płacisz.
Z tego samego powodu, dla którego płacą mi kupujący. Nie wyciągam po prostu wszystkich ofert z MLS mieszczących się w budżecie i nie przesyłam ich jako listy wybranych. Filtruję, sprawdzam krzyżowo, robię milion innych rzeczy, które fizycznie nie zmieściłyby się w tym przewodniku, i wiem, co się sprawdza. Alba robi to samo z meblami, dostawcami, aranżacjami i materiałami. O wiele, o wiele dokładniej, niż większość ludzi sobie wyobraża.
Ona nie promuje żadnych marek
Projektant wnętrz, z którym pracowałem lata temu, chciał sprzedawać wyłącznie produkty swojej własnej marki. Inny wysyłał oferty, w których każdy element pochodził od Bo Concept lub innej jednej, drogiej marki.
Alba tak nie robi. Widziałem, jak zamawiała łóżka z Ikei dla klientów, którzy ich chcieli, a potem łączyła je z szafą na zamówienie i zestawem mebli ogrodowych za 30 000 euro. Całkowicie się dostosowuje. Nie narzuca konkretnych produktów, chyba że pracowała z nimi wystarczająco często, by wiedzieć, że nie przysporzą jej ani klientowi kłopotów za pół roku.
Pomyśl o tym logicznie. Jeśli wydasz przez nią 50 000 euro na meble, a połowa z nich zepsuje się w ciągu roku, to nie tylko źle to wygląda. To kosztuje ją kolejnych 5 klientów. Na tym wybrzeżu reputacja tego nie przetrwa. Jej recenzje mówią same za siebie, a ja widziałem jej pracę na własne oczy.
Zniżka, o której nikt ci nie mówi
Oto fragment, który całkowicie zmienił moje spojrzenie na cały ten zawód.
Alba to osoba pracująca zawodowo, która ma spory wolumen zamówień. Dostawcy dają jej zniżki. Czasem 10%. Czasem 30%. Jest stałą klientką, która zamawia hurtowo i zapewnia im stałe zlecenia.
To, co mnie zaskoczyło, kiedy opowiedziała mi o tym po kilku latach, i co mówi wszystko o tym, jaką jest osobą, to fakt, że nie zatrzymuje dla siebie zniżki. Przekazuje ją od razu klientowi. Klient płaci dokładnie tyle, ile ona płaci dostawcy.
Szybko robi się ciekawie z tymi obliczeniami. Płacisz jej za czas i zarządzanie projektem. Same meble często wychodzą taniej niż gdybyś kupował je sam. Więc w zdecydowanej większości przypadków – od ekonomicznych aranżacji po indywidualne projekty za 200 tys. euro – zatrudnienie jej albo kosztuje tyle samo, co zrobienie tego samemu, albo po prostu pozwala zaoszczędzić pieniądze.
Tylko że nie zrobiłeś tego sam.
Nie mierzyłeś każdego przejścia. Nie goniłeś za 15 dostawcami, żeby dopasować terminy dostaw. Nie organizowałeś magazynu na rzeczy, które dotarły 2 miesiące za wcześnie. Nie rezerwowałeś monterów. Nie jechałeś do nieruchomości o 8 rano, żeby wpuścić ekipę tapetującą, podczas gdy kucharze czekali na dole. Nie kłóciłeś się z kurierem o uszkodzone wezgłowie łóżka. Nie zamawiałeś ponownie niewłaściwej tkaniny na sofę.
Wszystko to po hiszpańsku. Por supuesto.
Tak zrobiła.
Wszystko, czym się faktycznie zajmuje
Krótka lista tego, co widać na pierwszy rzut oka, bo większość ludzi naprawdę nie ma o tym pojęcia.
Pomiary i rozplanowanie przestrzeni. Tabele wizualizacyjne i propozycje. Pozyskiwanie dostawców z całej Hiszpanii i spoza niej. Negocjacje. Koordynowanie terminów dostaw, żeby 12 ciężarówek faktycznie przyjechało na czas do ekipy montażowej czekającej na miejscu. Rezerwowanie magazynu na rzeczy wyprodukowane przed zakończeniem budowy. Organizowanie instalatorów i ekip montażowych. Wieszanie tapet. Montaż oświetlenia. Wieszanie zasłon. Sprawdzanie list usterek w roli architektki wnętrz i zatwierdzanie ich dopiero wtedy, gdy naprawy są naprawdę wykonane przez ekipy, które deweloper wysyła przez wykonawcę – a które przyjeżdżają (lub nie) kiedy tylko chcą. Koordynacja pracy z marmurowcami, projektantami ogrodów, specjalistami od tapet, stolarzami, hydraulikami, elektrykami i technikami klimatyzacji. Zajmowanie się uszkodzonymi przedmiotami, które, nawiasem mówiąc, trzeba zgłaszać w ciągu 24 godzin od dostawy (i właśnie dlatego ktoś musi być na miejscu, żeby sprawdzać dostawy mebli).
To nie jest ta część, którą widać na pierwszy rzut oka. Niektóre z tych rzeczy nikt nie widzi, a to właśnie one decydują o tym, czy twój dom będzie gotowy, gdy tylko do niego wejdziesz, czy też 4 miesiące później nadal będziesz mieszkać z walizek

Harmonogramy
Jeśli za dwa tygodnie masz podpisać umowę na dom, a jest połowa sierpnia, to przykro mi to mówić, ale będziesz spał na dmuchanym materacu.
Możesz trochę to przyspieszyć, zamawiając gotowe meble z magazynu, wynajmując furgonetkę i samemu przewożąc łóżko do domu. Ale kompletne wyposażenie mieszkania wymaga czasu. Produkcja, transport kontenerowy, terminy montażu – nic z tego nie dzieje się z dnia na dzień.
Zalecany minimalny czas na załatwienie spraw to 3 miesiące przed zakończeniem. Latem nawet dłużej. Im wcześniej się tym zajmiesz, tym łatwiej będzie wszystkim zaangażowanym. Różne marki, różne fabryki i różne firmy spedycyjne działają według różnych harmonogramów. Niektóre elementy wysyłają już następnego dnia. Inne są robione na zamówienie i zajmują 12 tygodni. Im więcej czasu ma Alba, tym płynniej wszystko idzie – może wszystko zaplanować z wyprzedzeniem i zostawić sobie margines na nieprzewidziane sytuacje.
Łapówka, o której pewnie nie słyszałeś
To jest ta część, o której twój agent ci nie mówi. Ale pewnie sam się domyślasz.
Projektanci wnętrz dają prowizje agentom. To normalne. Tak właśnie działa ta branża na tym wybrzeżu.
Ale kiedy zdałem sobie sprawę, jak bardzo moja praca po cichu opiera się na niej i jak wiele ona robi, żeby moi klienci płynnie wkomponowali się w swoje nowe domy, zadzwoniłem do niej. Nie biorę od niej prowizji. Przekazuję je od razu klientowi.
Jeśli przyjdziesz do Alby za moim pośrednictwem, dostaniesz dodatkowe 10% zniżki na rachunek. Jeśli przeczytałeś aż do tego miejsca, zapisz to i podaj kod FORUMCOSTA10% w jej studio. Zniżka na pewno się zastosuje. Podziękuj mi w komentarzach.
Odsprzedaż, home staging i sprytne posunięcie inwestora
Alba nie zajmuje się tylko nowymi budowami. Równie często urządzają mieszkania z rynku wtórnego, zajmują się kompleksowymi remontami, a nawet prowadzą budowę całych willi od podstaw. Zrobiła nawet lokal użytkowy dla jednego z moich klientów – od pustej ceglanej konstrukcji do w pełni wyposażonego sklepu w ciągu 3 miesięcy. Budowlańcy, elektrycy, hydraulicy, ekipy od klimatyzacji, stolarze – cała ekipa.
Kupno z rynku wtórnego jest ciekawe, bo dom już tam stoi. Ściany się nie przenoszą, kuchnia zazwyczaj zostaje, a kupujący mieszkał tam ze swoimi rzeczami od lat. Zmieniają się tylko prace remontowe. Czasem to tylko częściowe odświeżenie – wymiana ciężkich zasłon, zużytych sof, łóżek i stołów oraz dodanie opraw oświetleniowych, które nie pochodzą z 2008 roku. Czasem to całkowita zmiana, gdzie zachowuje kilka rzeczy, które właściciel uwielbia, a resztę domu przebudowuje wokół nich. A czasem to kompletne wyczyszczenie i nowy start, kiedy kupujący chce mieszkać w tej lokalizacji, ale nie w stylu poprzedniego właściciela.
Zajmuje się też zmianami w życiu klientów. Pomaga tym, którzy przeprowadzają się z mieszkania do willi albo z północnej Europy do hiszpańskiego domu, gdzie połowa ich dotychczasowych mebli po prostu się nie zmieści albo nie będzie pasować do tamtejszego klimatu. Koordynuje transport rzeczy osobistych i dba o to, żeby wszystko bezpiecznie dotarło do nowego miejsca.
Kolejnym tematem związanym ze sprzedażą nieruchomości jest home staging. Jeśli sprzedajesz, warto przygotować dom tak, by spodobał się kupującemu. Nie traktuj go jak obiektu czy nieruchomości, ani nie urządzaj go tak, jak to robiłeś dla siebie. Kupujących zazwyczaj nie interesuje twój osobisty styl. Przygotuj dom tak, by mogli sobie wyobrazić, jak w nim mieszkają. Często to właśnie wyposażenie jest powodem, dla którego dom nie znajduje nabywcy, nawet jeśli cena jest odpowiednia.
Kiedyś miałem ofertę od znajomego, która wisiała na rynku ponad rok. Prawie nikt nie przychodził na oglądanie. Dom był w porządku. Problem stanowiło wyposażenie. Wszędzie srebrne wykończenia, lustrzane powierzchnie – taki blask, który odstraszał całą grupę potencjalnych nabywców. Powiedziałem sprzedawcy, co naprawdę myślę, a mianowicie, że zamiast obniżać cenę wywoławczą, powinien wydać 50 000 euro na zmianę wyposażenia.
Dla nich to sprzeczne z intuicją. Po co wydawać więcej na dom, który się nie sprzedaje? Ale to właśnie meble tak bardzo obniżały cenę domu.
Kilka tygodni później Alba miała już gotowy dom. Było tam jasno, spokojnie i nowocześnie. W stylu skandynawskim, jak to leniwie nazywamy. Cena wywoławcza wzrosła o 200 000 euro. Sprzedali za kwotę, o którą prosili, łącznie z meblami, i odzyskali koszty przygotowania domu do sprzedaży.
To właśnie staging. Alba się tym zajmuje.
Dla inwestorów kupujących mieszkania z rynku pierwotnego jest to jeszcze bardziej opłacalna strategia. Czekasz 2 lub 3 lata na zakończenie budowy. Większość inwestorów potem spieszy się, by odsprzedać nieruchomość zaraz po oddaniu do użytku. Historycznie rzecz biorąc, wychodziło im to na dobre. Projekty, które śledzę, przynoszą średnio około 30% zwrotu z inwestycji w okresie budowy.
Mądrzejszym posunięciem jest wyposażenie mieszkania.
Umeblowane mieszkanie przestaje wyglądać jak obiekt do szybkiej odsprzedaży. To po prostu dom. Ma swoją wizję. Światła są włączone, rośliny kwitną, leżaki stoją na tarasie, a kupujący wchodzi do środka i wyobraża sobie swoją poranną kawę, zamiast w głowie przeliczać twoją marżę.
Jeszcze mądrzejsze rozwiązanie to wynajęcie mieszkania przez pierwszy rok. Niech wszyscy inni inwestorzy z projektu walczą między sobą o cenę. Zobacz, na jakich warunkach się zgodzą. Przepływ gotówki przez 12 miesięcy. Niech społeczność się zadomowi. Niech naprawią wspólne usterki. Niech w końcu znikną ciężarówki budowlane. Niech wprowadzą się sąsiedzi. Niech rośliny się zakorzenią.
Sprzedaj rok później.
Na pewno się pośmiejesz, widząc tę liczbę 30% sprzed 12 miesięcy.
Mój własny dom (czyli czego nie robić)
Moje mieszkanie też jej załatwiła.
Przyznam się tu do czegoś. Wprowadziłem się, kiedy ona jeszcze nad tym pracowała. Potrzebowałem sofy. Nie miałem żadnej. Miałem mglisty plan, żeby rozbić się w jednym pokoju, podczas gdy reszta domu będzie wokół mnie dobudowywana. Z perspektywy czasu było to dokładnie to, czego zabraniam robić każdemu klientowi.
Trudno było to oglądać na własne oczy. Życie na placu budowy to naprawdę ciężka sprawa. W jednym pokoju ekipa tapetująca, w innym ekipa montażowa i malarze, w korytarzu stosy dostaw, a w międzyczasie naprawiano usterki, gdy przyjeżdżały nowe rzeczy. Nie bez powodu większość jej klientów nigdy nie widzi tej fazy. Trafiają do gotowego domu, który pachnie nową tkaniną i wygląda tak, jak na wizualizacji pokazanej im dwa lata wcześniej. Chaos, który miał miejsce w międzyczasie, już się wydarzył.
To sprawiło, że jeszcze bardziej doceniam to, co ona udaje się ogarnąć. To prawdziwa sztuka żonglowania. Rzeczy się psują. Przesyłki przychodzą nie tak, jak powinny. Ktoś się nie pojawia. Jakiś element nie mieści się w windzie. Zwroty, ponowne zamówienia, zmiany terminów, nowe daty montażu – cała ta otoczka. Ona sobie z tym radzi. Klient (w tym przypadku ja, ale zazwyczaj ktoś z zupełnie innego kraju) nie musi się w to wtrącać.
Posłuchaj mojej rady. Daj jej robić swoje. Wprowadź się później. Wprowadź się do gotowego domu. Pokusa, żeby wprowadzić się wcześniej, jest realna, ale uwierz mi – nie chcesz być tym facetem, który szuka czystego widelca do makaronu z kubka, który ugotowałeś w garnku, bo czajnik jeszcze nie dotarł, podczas gdy za twoją głową ktoś rozwiesza rolkę tapety. To byłem ja.
Kilka pytań, które zadałem Albie
Poprosiłem ją, żeby odpowiedziała na kilka pytań, które najczęściej zadają moi klienci. Oto jej słowa, lekko uporządkowane.
Jaki jest największy błąd, jaki popełniają zagraniczni nabywcy, kupując nowe lub używane mieszkanie na wybrzeżu?
Myślę, że praca zaczyna się dopiero po odebraniu kluczy. Im wcześniej się w to zaangażuję, tym lepiej. Układ wnętrz, oświetlenie, miejsce na przechowywanie, wymiary mebli, przestrzenie zewnętrzne, materiały – i to, czy nieruchomość faktycznie pasuje do stylu życia klienta. Dom może wyglądać idealnie podczas oglądania, ale mieszkanie w nim to zupełnie inna sprawa.
Co się stanie, jeśli meble dotrą uszkodzone, z opóźnieniem albo po prostu nie te, co zamówiłeś?
To się zdarza. Zwłaszcza gdy w grę wchodzi wielu dostawców. Zajmuję się tym od razu, rozmawiam z dostawcą i znajduję rozwiązanie. Zdarzenia często trzeba zgłaszać w ciągu 24 godzin od dostawy, więc ktoś musi to sprawdzić. Klient zazwyczaj nawet nie wie, że był jakiś problem.
Dlaczego warto współpracować z lokalnym studiem, a nie z kimś z twojego kraju?
Miałem klientów, którzy przyjeżdżali z gotową propozycją projektu przygotowaną za granicą, myśląc, że wszystko jest już załatwione. A potem uderza rzeczywistość. Większość rzeczy trzeba dopracować i zrealizować na miejscu. Materiały, dostawcy, terminy, lokalne ograniczenia, sposób działania fachowców w Hiszpanii. A najtrudniejszą rzeczą do kontrolowania z zagranicy jest nadzór, dostawy i montaż. Bycie na miejscu to nie tylko miły dodatek.
Czy narzucasz klientom swój styl?
Nie. Moim zadaniem nie jest narzucanie komuś mojego gustu w jego domu. Chodzi o to, by zrozumieć klienta i przełożyć jego styl życia na przestrzeń, która będzie miała osobisty charakter. To nie jest mój dom. To ich dom. Klienci pochodzą z bardzo różnych krajów i kultur, a to właśnie sprawia, że każdy projekt jest ciekawy.
Czy zatrudnienie projektanta faktycznie kosztuje więcej, czy może pozwala zaoszczędzić pieniądze?
To inwestycja. Pomaga uniknąć złych zakupów, pochopnych decyzji i kosztownych błędów. Współpracuję z zaufanymi producentami i dostawcami, więc często mam dostęp do lepszych warunków niż zwykły klient. W wielu przypadkach rabaty równoważą koszty moich usług, a ja zapewniam wartość dodaną w zakresie projektowania, koordynacji i unikania błędów, które później kosztowałyby znacznie więcej.
Remonty też, czy tylko meble?
I to, i to. Projektujemy i zarządzamy kompleksowymi remontami, opracowujemy plany techniczne, ustalamy rozkłady pomieszczeń, dobieramy materiały i nadzorujemy prace na miejscu. Koordynujemy działania z budowlańcami, elektrykami, hydraulikami, ekipami klimatyzacyjnymi, stolarzami i dostawcami. Dla klientów mieszkających za granicą takie kompleksowe zarządzanie projektem nie jest opcjonalne. To właśnie o to chodzi.
Dlaczego te liczby po prostu się sprawdzają
Powodem, dla którego ten cały model działa, nie jest sam projekt. Chodzi o system, który go otacza.
Ona pobiera opłatę za swój czas i pracę swojego zespołu. Meble są rozliczane po cenie dostawcy – czyli cena dostawcy plus marża. Jej zewnętrzni partnerzy (marmur, ogrody, specjaliści itp.) oferują preferencyjne stawki, jeśli nie są już częścią zespołu. Rabaty od dostawców są odliczane od twojego rachunku. Prowizja jest odliczana od rachunku, gdy korzystasz z moich usług. Setki godzin, które straciłbyś na kontaktowanie się z 15 dostawcami, możesz poświęcić na inne sprawy.
Kiedy więc ludzie pytają, czy warto korzystać z usług projektantów wnętrz, prawdziwa odpowiedź brzmi: to zależy od projektanta. Z odpowiednią osobą to naprawdę się opłaca. Z Albą udaje się to prawie za każdym razem.
Pomaga też to, że jej klienci często stają się jej przyjaciółmi. Nie liczy spotkań. Nie obciąża cię za wiadomości na WhatsAppie. Traktuje każdy dom tak, jakby był jej własnym. To nie jest marketingowa gadka. To właśnie obserwowałem u niej przez lata, w tym w moim własnym domu.
Naprawdę nie mógłbym wykonywać swojej pracy tak, jak to robię, gdyby nie ona. Im dłużej z nią pracuję, tym bardziej staje się to oczywiste.
Jak się z nią skontaktować
Kiedy tworzyłem Forum Costa, żeby było przydatne dla osób przeprowadzających się na wybrzeże i kupujących tam nieruchomości, w katalogu obowiązywała jasna zasada. Tylko profesjonaliści, z którymi bezpośrednio współpracowałem, których obserwowałem z bliska i którym bez wahania powierzyłbym własną rodzinę lub klientów.
Alba była jedną z pierwszych osób, które się zgłosiły.
Jej studio znajdziesz w Nueva Andalucía przy C. Sirio 12, na stronie albamenasalvas.es lub w jej ogłoszeniu na Forum Costa. Jeśli zgłosisz się za moim pośrednictwem, wspomnij o zniżce, a otrzymasz rabat.
Jeśli kupujesz dom ze mną, i tak ją poznasz.
Skontaktuj się z nią pod adresem:
https://www.albamenasalvas.es/
Proyectos@albamenasalvas.es
https://www.instagram.com/albamenasalvas/

Komentarze (0)
Jeszcze nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy.